„Facet z papieru”: Komedia, która zrzuca gorset oczekiwań!

Wiadomości

Michał Czernecki: Warto mówić w teatrze o trudnych sprawach, ale w komediowym anturażu. Wtedy kończymy spektakl z refleksją

Aktorzy grający w spektaklu „Facet z papieru” podkreślają, że jest to niezwykle uniwersalna opowieść, w której widzowie mogą się przejrzeć jak w lustrze, bo przecież wszyscy tkwimy w jakichś schematach i nieświadomie poddajemy się regułom, które nas unieszczęśliwiają, wierząc, że tak musi być. Sztuka opowiada o odwadze podważania tego, co „wypada”, i tego, co „trzeba”. Zrzucenie gorsetu cudzych oczekiwań jest bowiem pierwszym krokiem do bycia szczęśliwym i wolnym.

W inscenizacji Leny Frankiewicz przygotowanej dla Teatru Garnizon Sztuki absurd goni absurd, a nieoczekiwane zwroty akcji zmuszają wszystkich do konfrontacji z prawdą, do odkrywania na nowo własnej tożsamości i określenia innej dynamiki ról kobiecych i męskich.

– Sztuka „Facet z papieru” została napisana przez fachowca, a grana jest przez zawodowców, więc na scenie można zobaczyć kawałek dobrego teatru. Prezentujemy całą albo prawie całą paletę emocji. Jest to rasowa komedia, ale jest to rozrywka niegłupia, ona ma swoją wagę – mówi agencji Newseria Michał Czernecki, aktor.

Akcja sztuki „Facet z papieru” rozgrywa się podczas jednego, z pozoru zwyczajnego rodzinnego spotkania. Na obiad zostaje zaproszona niedawno owdowiała Ewa (Małgorzata Foremniak) i jej osierocony syn Kuba (Antek Sztaba). Ku zaskoczeniu gospodarzy przyprowadzają ze sobą nieoczekiwanego gościa. Ta sytuacja najpierw wywołuje konsternację gospodarzy – brata Ewy (Michał Czernecki), jej szwagierki (Wiktoria Gorodecka) i ich córki (Weronika Humaj), a potem emocje już tylko rosną.

– Ja gram Adę, dziewczynę, która już trochę zaznała życia, wyjechała do Londynu na kurs designu, miała pierwsze zderzenie ze światem i wróciła do rodziców, mieszka z nimi i jest to dla niej niekomfortowa sytuacja, chciałaby się więc jak najszybciej wyprowadzić z domu. Sztuka jest pełna absurdu, pełna groteski, mamy taką sytuację, że ciocia, która straciła męża, wraz z moim kuzynem przychodzą do nas na obiad i zaczyna się cała akcja, jest pełno napięcia, różne brudy rodzinne wypływają. I właśnie pod płaszczykiem groteski i absurdu poruszonych jest tutaj wiele trudnych tematów – mówi Weronika Humaj.

– W tej sztuce widzimy zderzenie dwóch rodzin, bardziej konserwatywnej i tej liberalnej. Ja wcielam się w kobietę blisko czterdziestki, która nagle zaczyna weryfikować swoje życie i swoje małżeństwo. Jest tak, że nigdy nie wiadomo, kiedy i w kim się zakochamy, więc akurat Zuza wpada w to niesamowite uczucie i ten chemiczny proces w organizmie zaćmiewa racjonalność. Tutaj będziemy świadkami właśnie takiego wydarzenia i takiego kawałka życia – mówi Wiktoria Gorodecka.

Kiedy okazuje się, że ustalone kiedyś role społeczne żony, męża, matki, syna czy córki, tak dla wszystkich naturalne, w obecnych czasach nie mają już racji bytu, wkrada się chaos. Niespodziewana wolność staje się dla wszystkich wyzwaniem i pojawia się pytanie, jak się w niej odnaleźć, żeby nie stała się pułapką, ale źródłem siły.

– Rozgrywki między postaciami mają swoją stawkę, to jest świat, w którym na pewno możemy się przejrzeć, bo każdy jest w rodzinie, każdy jest czyimś dzieckiem, niektórzy są rodzicami, więc opowiadamy uniwersalną historię, która dla każdego człowieka jest czytelna, frapująca i intrygująca – mówi Michał Czernecki.

Ta brawurowa inscenizacja sztuki Istvána Tasnádiego („Kartonpapa”) doskonale balansuje między groteską i czarnym humorem a opowieścią o tęsknocie, radzeniu sobie ze stratą i walce o własne pragnienia. Choć spektakl ma charakter rozrywkowy zachęca do refleksji.

– Pod tytułem tej sztuki jest hasło: do tego prowadzi ta wielka wolność? I mamy nadzieję, że widzowie też zadadzą sobie pytanie: czy wolność jest nam dana raz na zawsze, czy trzeba o nią walczyć, pielęgnować ją, czy ma ona jakieś granice, czy to jest totalna swoboda i czy tej w wolności mieści się krzywda drugiego człowieka? Pytanie zadane przez Tasnádiego w tej sztuce brzmi, czy my unosimy wolność, czy dojrzeliśmy i dorośliśmy do niej. Tych pytań jest bardzo wiele, ale one nie są zadawane nachalnie. One pojawiają się przy okazji, bo to jest, mówiąc współczesnymi sloganami, rozrywka+, to znaczy, że wyjdziemy z teatru po 90 minutach dobrej zabawy, ale też z jakąś refleksją – tłumaczy aktor.

– Zawsze znajdziemy tematy, których możemy się czepiać, a to, czy człowiek potrafi żyć w wolności, tak jak rozpieszczane dziecko już nie wie, w którą stronę pójść i co zrobić, bo na wszystko mu pozwalają i czy faktycznie dorośli ludzie mają tak samo. Nie mnie to oceniać, czy potrzebujemy bata nad sobą i czy faktycznie trzeba trzymać nas mocno, żebyśmy czuli się bezpieczniej, ale możemy to zobaczyć, oglądając „Faceta z papieru” – mówi Wiktoria Gorodecka.

Reżyserka bierze pod lupę patriarchat, ukazując go jako system, który reguluje życie kobiet za pomocą sztywnych oczekiwań dotyczących ich użyteczności, atrakcyjności, moralności i gotowości do poświęcenia. Ten hierarchiczny „papierowy świat”, w którym tkwimy z przyzwyczajenia lub lęku, wydaje się niezniszczalny. Stawką jest więc przywrócenie autentycznych emocji.

– Patriarchat jest tematem wciąż bardzo aktualnym. Tutaj mamy fajne zderzenie bardzo liberalnych rodziców, i ja jestem właśnie ich córką, która jest wychowywana w dużej wolności i swobodzie, z rodziną Ewy i Jakuba, która jest bardzo konserwatywna. Wydaje mi się, że to jest uniwersalna sytuacja. Są pewne schematy w naszym życiu, ale ja też w życiu prywatnym staram się je w jakiś sposób łamać i wychodzić poza to. Jednak są również ludzie, którzy próbują cię włożyć w jakiś schemat. Wydaje mi się więc, że z tym tematem każdy będzie się mógł utożsamić – mówi Weronika Humaj.

– To nie są tematy, których obecnie by się nie poruszało, bo żyjemy w czasach, kiedy właściwie rozmawia się na każdy temat, każdy daje sobie prawo do tego, żeby komentować rzeczywistość, źródeł i opinii na jej temat jest masa i trudno się w tym orientować. Ale na tym właśnie polega wolność, nie tak, że jest jedno źródło przekazu, które mówi nam, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Warto mówić o takich trudnych sprawach, ale w komediowym anturażu, co nie znaczy, że ta sztuka nie ma trudnych momentów, bo ma. Myślę, że widzowie będą mogli się też wzruszyć – dodaje Michał Czernecki.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *