UCIEKŁA OD SHOW-BIZNESU!

Wiadomości

Siedem lat budowy i ucieczka z Warszawy. Maria Sadowska stworzyła swój dom na wsi

Piosenkarka podkreśla, że budowa domu była dla niej wyjątkowo ważnym przedsięwzięciem. Teraz już może w pełni cieszyć się miejscem, które stało się dla niej nie tylko przestrzenią do życia, ale również azylem pozwalającym spojrzeć na codzienność z innej perspektywy. Maria Sadowska zapewnia też, że w swoich czterech ścianach stara się nabrać dystansu do świata showbiznesu. Ma też nadzieję, że właśnie w tej swobodnej, domowej atmosferze uda jej się w przyszłości zrealizować kolejne muzyczne projekty.

– Ten dom bardzo mnie pocieszył, w tym roku spędzamy w nim pierwsze lato. On daje mi bardzo dużo szczęścia, uziemienia i dystansu do szalonego świata showbiznesu. Można na to wszystko popatrzeć trochę z daleka, wejść rano na golasa do jeziora, popływać, poczuć się sobą i zaakceptować siebie – mówi agencji Newseria Maria Sadowska.

Artystka podkreśla, że ten dom to nie jest dla niej tylko inwestycja, ale również pewien rodzaj twórczości. Kolejne etapy budowy wymagały czasu, zaangażowania i podjęcia wielu różnych decyzji, a ona sama mogła obserwować, jak z początkowego pomysłu stopniowo powstaje konkretne, namacalne miejsce.

– Przez całe życie produkowałam rzeczy niematerialne, robiłam filmy, muzykę, nic, czego mogłam dotknąć, nigdy nie zbudowałam nic, co jest trwałe, co stoi po prostu, co jest namacalne. Ten dom budowaliśmy przez prawie siedem lat, więc to bardzo długo trwało. Jest to moje wielkie życiowe przedsięwzięcie. Teraz widzę, że taki dom to też jest jakiś rodzaj sztuki, że tworzysz sztukę życia w takim domu – mówi.

Jak podkreśla, drzwi jej domu są zawsze otwarte dla gości. Chętnie zaprasza do siebie różnych twórców.

– To jest też dom artystów, odwiedzają mnie przyjaciele, muzycy, mam nadzieję, że uda nam się twarzowo spotkać w tym domu i nagrać jakąś fajną piosenkę, bo się namawiamy. Wierzę, że to się uda, wiadomo, że wszyscy jesteśmy zajęci – mówi.

Dla artystów wakacje to czas wzmożonej pracy. Dlatego na krótki wypoczynek udała się kilka tygodni wcześniej.

– Udało mi się na chwilę w czerwcu pojechać naszym kamperem z dzieciakami w krótką podróż, a teraz bardzo dużo gramy, co mnie cieszy, że wróciłam do grania. Niestety teraz nie odpoczywam tak, jak bym chciała, ale coś za coś. Natomiast w każdą wolną chwilę możecie mnie znaleźć na Suwalszczyźnie – mówi Maria Sadowska.

Z okazji powrotu na scenę muzyczną piosenkarka przygotowała dla swoich fanów koncert akustyczny „Kiedy nie ma miłości”. To zbiór największych przebojów artystki z jej ostatnich albumów, które łączy wspólna opowieść o pięknych uczuciach. Na scenie towarzyszy jej bowiem mąż, Adrian Łabanowski. Podczas koncertu można również usłyszeć piosenki z filmów, które wyreżyserowała. Jest to więc podróż przez kolejne etapy jej życia i twórczości.

– Jest to bardzo specjalny koncert akustyczny na „pięćdziesiątkę”, w którym nie tylko gram i śpiewam, ale też opowiadam historie z życia kobiety, artystki, reżyserki, muzyka. Myślę, że to jest ciekawe. Niektórzy mówią, że to jest trochę jak kabaret, trochę jak wizyta u psychologa. Bardzo się cieszę, ponieważ gramy te koncerty w małym, kameralnym składzie, co wymaga trochę zadumy, skupienia. I ja, która zawsze jeździłam z wielkim zespołem, robiłam dużo hałasu, teraz zapraszam na całkowicie inny koncert – dodaje.

Najbliższy zaplanowany występ Marii Sadowskiej odbędzie się 28 listopada 2026 roku w Białymstoku.

Tagged