Nie jestem bokserem, ale pięściarzem. Dzień Ludzi Bezdomnych
Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą. Gdy podczas wspólnego składania świadectwa ks. Mirosław przedstawił go jako boksera, on określił siebie jako pięściarz, bo „bokser to pies”, a on wreszcie zrozumiał, że jest wartościowym człowiekiem. To w skrócie historia Sylwka, jednego z domowników wspólnoty „Betlejem”, którą w 1996 r. założył ks. Mirosław Tosza. To miejsce, gdzie wielu byłych bezdomnych, podobnie jak Sylwek, odkrywa swoją wartość i ludzką godność. 14 kwietnia w Polsce obchodzimy Dzień Ludzi Bezdomnych. Trwamy też w Tygodniu Miłosierdzia.
Ks. Mirosław Tosza jako 19-latek świadomie nawrócił się dzięki Wspólnotom „Wiara i Światło”, które posługują ludziom ubogim, niepełnosprawnym intelektualnie, a w których prace się zaangażował. „Mój pierwszy kontakt z Ewangelią to nie była Ewangelia czytana i medytowana, tylko odgrywana w scenkach rodzajowych, w których graliśmy z niepełnosprawnymi na obozach. Poznawałem Ewangelię w ten sposób, że musiałem się wcielić w jakąś z ról, na przykład sługi na weselu w Kanie Galilejskiej, więc dla mnie poniekąd to środowisko ubogich było środowiskiem naturalnym” – opowiedział ks. Tosza, mówiąc o początkach swojej pasji do pracy z bezdomnymi i ubogimi.
W późniejszym okresie ks. Mirosław był nawet kapelanem Wspólnot „Wiara i Światło”. Dzięki nim odkrył także powołanie do kapłaństwa.
Z Jezusem Eucharystycznym i ubogimi pod jednym dachem
Ks. Mirosław chciał połączyć życie pod jednym dachem z ubogimi, z adoracją Najświętszego Sakramentu. Zawsze pociągało go też życie monastyczne. W pewnym momencie on i jego rodząca się wspólnota otrzymali od miasta opuszczony budynek po szkole podstawowej. Postanowił zamieszkać z dotąd bezdomnymi. „To jest taki główny element naszej filozofii, że nie robimy czegoś dla biednych, ale razem z nimi, czyli nie głosimy Ewangelii ubogim, ale razem z ubogimi głosimy Ewangelię” – podkreślił.
W 2001 r. zamieszkał w pustostanie, w starej szkole, wraz z dwoma bezdomnymi, których poznał na pierwszej parafii. „Powoli remontowaliśmy z przyjaciółmi kolejne pomieszczenia, dochodziły kolejne osoby i tak ta wspólnota się rozwinęła. Dzisiaj w domu mieszka 15 mężczyzn. Każdy z nich ma swój pokój, takie małe osobne mieszkanie, bo naprawdę bardzo zależy nam na tym, żeby każdy się czuł na ile to możliwe, tak jak u siebie w domu” – zaznaczył ks. Mirosław Tosza.
Dlaczego „Betlejem”?
Członkowie młodej wspólnoty modlili się, adorowali Najświętszy Sakrament, pracowali, ale też szukali dla siebie nazwy. Bezpośrednim impulsem była lektura książki ks. Alessandro Pronzato „Niewygodne ewangelie”. Jest tam mowa m.in. o Betlejem, gdzie miała miejsce pierwsza adoracja w historii Kościoła – ubodzy pasterze zostali zaproszeni, żeby adorować Ubogiego, który przyszedł na świat. „Tak wtedy pomyślałem, że to jest to, o co nam chodzi, że się świetnie w tym wydarzeniu, w tej adoracji pasterzy odnajdujemy i stąd przyjęliśmy tę nazwę ‘Betlejem’” – wyjaśnił.
Codzienne radości i wyzwania
Ks. Tosza podkreślił, że wielką radością jest dla niego moment „przebudzenia”, gdy domownicy odnajdują sens swojego życia. „Często dużo w nich jest takiej goryczy, jakiegoś smutku, poczucia, że to życie już nigdy nie będzie takie, jakie by chcieli mieć” – zaznaczył. Stara się zatem motywować, dźwigać tych, którzy o własnych siłach nie mogą się podnieść. „Możecie przestać pić, pojedziecie na odwyk, możecie nawiązać kontakt z rodziną, jeśli go straciliście. Możecie jeszcze to życie poukładać” – mówi tym, którzy przybywają do wspólnoty.
Do przełomu dochodzi wtedy, kiedy człowiek sam zaczyna wierzyć w te słowa. „Najpiękniejsza rzecz, jaką jeden człowiek może zrobić dla drugiego, to obudzić w nim godność i poczucie wolności. To budzenie godności i poczucia wolności, że nagle ten człowiek sam chce, że mu na tym zależy” – wskazał ks. Tosza, nawiązując do przesłania ks. Józefa Tischnera. Jak podkreślił rozmówca Polskifr.fr, nie wszyscy zupełnie wychodzą na prostą. Zdarzają się przypadki, że po początkowych sukcesach, ktoś wraca do starego życia.
Troska o ciało to zbyt mało
Ks. Mirosław Tosza podkreślił, że aby pomóc człowiekowi po przejściach, trzeba zadbać zarówno o jego potrzeby materialne, zdrowie ciała, ale także, a może przede wszystkim, o zdrowie duchowe i jego relację z Bogiem. „Staramy się dawać takie świadectwo, żeby ktoś zatęsknił za tym, żeby szukać Boga” – podkreślił ks. Mirosław, zaznaczając, że nowi lokatorzy nie są na siłę pociągani ku głębokiej wierze, ale stopniowo zapraszani do zażyłej relacji z Chrystusem.
W trosce o życie duchowe w domu wspólnoty „Betlejem” codziennie rano jest wspólna modlitwa, a w każdy czwartek o 18:00 Msza św., po której następuje adoracja Najświętszego Sakramentu do rana. Domownicy co godzinę mają swoje dyżury na zmianę. Ks. Tosza zachęca domowników, aby ten czas modlitwy potraktować jako „godzinę wsparcia dla cierpiących ludzi na świecie”, którzy nie mają dachu nad głową. Przede wszystkim jest to trwanie w łączności z Panem Jezusem, który często czuje się samotny i opuszczony w tabernakulach całego świata.
„We wtorki mamy Mszę św., po której jest medytacja Słowa Bożego, czyli uczymy się takiej praktyki modlitwy w ciszy. Najpierw słuchamy 10-minutowej medytacji do Ewangelii, a później 20 minut modlitwy w ciszy. I trwamy we wspólnocie w ciszy, żeby dać też takie narzędzie ludziom, które zawsze mogą stosować, nawet jak wyjdą ze wspólnoty” – opowiadał dalej ks. Mirosław Tosza.
Jak dodał dyrektor wspólnoty „Betlejem”, „elementem formacji jest rozwijanie tego ducha służby, dlatego staramy się na różne sposoby angażować tych naszych mieszkańców, którzy otrzymują pomoc w to, żeby pomagali innym i służyli innym. Niedzielna Eucharystia u nas jest takim dużym wydarzeniem we wspólnocie, bo mamy trzy Msze św. i na te Msze przychodzi około 300 ludzi”. „Niedzielna Eucharystia odgrywa bardzo ważną rolę i elementem formacji nie tylko samych mieszkańców, ale też bezdomnych, którzy nie mieszkają u nas jest zapraszanie ich na niedzielną Mszę św.” – wskazał. Co tydzień przez cały rok o 12:30 odbywa się też Msza św. „dla ubogich i źle się mających”, zarówno dla mieszkańców domu jak i gości.
Ikony w technice zwęglonego drewna i pracownia ceramiczna
Jak poinformował ks. Tosza, ok. 50 proc. przychodów domu pochodzi z działalności domowników, natomiast drugie 50 proc. to darowizny od przyjaciół. Wszyscy, którzy zamieszkują w placówce, aktywizowani są zawodowo w jej ramach. „Pracujemy od 8:00 do 16:00 z przerwą na kawę, na obiad i w różnych miejscach. Takim głównym źródłem utrzymania jest tworzenie ikon. Te ikony wykonujemy naszą techniką ze zwęglonego drewna. Później sprzedajemy albo w sklepie internetowym, albo w sklepie stacjonarnym, albo też młodzież, rodzice zamawiają do parafii, np. na bierzmowania, na pierwsze Komunie św. Bywa, że jeździmy z tymi ikonami do parafii, głosimy Słowo Boże i świadectwa, i potem sprzedajemy te ikony pod kościołem. W ten sposób też zarabiamy na życie” – poinformował rozmówca Polskifr.fr.
Poza tym „Betlejem” posiada „pracownię artystyczną, rękodzieła ceramicznego, dwa piece do wypalania ceramiki, więc też tworzymy ceramikę, którą sprzedajemy”, jak zaznaczył ks. Tosza. Czasami domownicy otrzymują zlecenia od miasta czy innych instytucji.
Ks. Mirosława Tosza jest księdzem od 1994 r. Pochodzi z diecezji sosnowieckiej. Od 25 lat mieszka z bezdomnymi we wspólnocie „Betlejem”, która powstała 14 lutego 1996 r. Jest dyrektorem tego ośrodka. Pełni również posługę wikariusza biskupiego do spraw ubogich w diecezji. Otrzymał Nagrodę Tischnera. Słynie z niekonwencjonalnych pomysłów, np. wytwarzanie ikon ze spalonych kawałków drewna oraz „Pielgrzymka Pojednania” na minitraktorkach. Budzi godność i wolność w podopiecznych, w myśl przesłania ks. Tischnera.

