AI pisała raport o Polsce? Błędy wywołały burzę.

Wiadomości

AI pisała raport o Polsce? Błędy wywołały burzę. Gdzie kończy się pomoc technologii, a zaczyna brak odpowiedzialności?

Katowice w „północnym centrum Polski”, Wrocław na „północnym zachodzie”, 95 proc. młodych Polaków mówiących płynnie po angielsku i kuriozalne sformułowania brzmiące jak pozostałości po pracy generatora tekstu. Raport „Polaków portret własny” stał się jednym z najgłośniejszych przykładów dyskusji o wykorzystywaniu sztucznej inteligencji w pracy naukowej i eksperckiej. Ale czy problemem rzeczywiście jest AI? A może przede wszystkim człowiek, który bez odpowiedniej kontroli korzysta z jej rezultatów?

W centrum sprawy znalazła się dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, związana m.in. z Fundacją Marka Polska Think Tank. To badaczka, specjalistka od marketingu i strategii marki, autorka publikacji naukowych oraz współautorka polskiego wydania książki poświęconej nowoczesnemu marketingowi przygotowanej wraz z prof. Philipem Kotlerem.

Pod koniec lipca 2026 roku została pełnomocniczką rządu ds. promocji marki Polski.

Kilka tygodni później rozpętała się burza.

Raport pełen zaskakujących błędów

20 sierpnia uwagę na dokument „Polaków portret własny” zwrócił Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego. W raporcie zaczęto wskazywać kolejne problemy: błędy geograficzne, niejasności metodologiczne, liczby bez jednoznacznie wskazanych źródeł, nieprecyzyjne przypisy czy sformułowania przypominające niezweryfikowany tekst generowany przez sztuczną inteligencję. O sprawie szeroko informowały następnie ogólnopolskie media.

Jednym z najbardziej komentowanych fragmentów było umieszczenie Katowic w „północnym centrum Polski”. W tym samym opisie Wrocław miał znajdować się na „północnym zachodzie”.

Wątpliwości wzbudziły również efektowne, ale problematyczne twierdzenia, takie jak informacja, że 95 proc. młodych Polaków mówi płynnie po angielsku, oraz daleko idące diagnozy dotyczące całego polskiego społeczeństwa.

Pojawiły się również sformułowania takie jak „w historii sufferingu”, które trudno uznać za język przystający do finalnego dokumentu eksperckiego.

„Biję się w piersi”. Profesorka potwierdziła korzystanie z AI

Barbara Mróz-Gorgoń nie zaprzeczyła, że w pracy nad dokumentem wykorzystywana była sztuczna inteligencja. W Polsat News mówiła, że AI była używana, a sam dokument określiła jako materiał roboczy, który nie powinien znaleźć się w przestrzeni publicznej. Podkreślała jednocześnie, że badania były prowadzone rzetelnie.

To ważne rozróżnienie.

Samo wykorzystanie sztucznej inteligencji nie musi oznaczać nierzetelności. AI jest dziś narzędziem wykorzystywanym przez naukowców, dziennikarzy, przedsiębiorców, programistów czy analityków.

Problem zaczyna się wtedy, gdy wynik wygenerowany przez maszynę zostaje potraktowany jak zweryfikowana wiedza.

Generatywna AI potrafi tworzyć nieistniejące źródła, mylić liczby, mieszać fakty i przedstawiać całkowicie fałszywe informacje w bardzo przekonującej formie. Dlatego odpowiedzialność za ostateczny tekst nadal ponosi człowiek.

A co z 200 tysiącami złotych?

Także tutaj potrzebne jest istotne sprostowanie.

W medialnej dyskusji bardzo często pojawiało się hasło „raport za 200 tys. zł napisany przez AI”. Ministerstwo Sportu i Turystyki przekazało jednak, że dokument będący przedmiotem kontrowersji nie był przez resort zamawiany jako realizacja umowy. Resort odcinał się również od użycia jego logotypu i informacji sugerującej, że sam raport został sfinansowany ze środków ministerstwa. Według ministerstwa finansowanie dotyczyło realizowanych badań.

Dlatego sprowadzanie całej sprawy do hasła „państwo zapłaciło 200 tys. zł za tekst z AI” byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Nie zmienia to jednak zasadniczego pytania o standard kontroli materiału, który został opublikowany i był firmowany nazwiskami ekspertów.

Jest jeszcze jeden finał tej historii

21 sierpnia 2026 roku, zaledwie dzień po wybuchu medialnej burzy, Barbara Mróz-Gorgoń poinformowała o rezygnacji z funkcji pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski. W swoim oświadczeniu wskazała m.in. na skalę hejtu, jaka pojawiła się wokół jej osoby.

Cała historia pozostawia jednak znacznie szerszy problem, który nie dotyczy tylko jednej profesorki ani jednego raportu.

Gdzie powinniśmy postawić granicę?

Czy wykładowca, naukowiec, ekspert albo urzędnik może korzystać z ChatGPT czy innych modeli AI?

Oczywiście, że może.

Ale czy może bezrefleksyjnie kopiować ich odpowiedzi, nie sprawdzając liczb, cytatów, źródeł, geografii czy podstawowych faktów?

Tu odpowiedź powinna być zdecydowanie inna.

Jeżeli od studentów wymaga się samodzielności, podawania źródeł i odpowiedzialności za przedstawione informacje, tym wyższe powinny być standardy wobec profesorów, ekspertów i osób przygotowujących dokumenty mające wpływ na debatę publiczną.

Sztuczna inteligencja może być niezwykle skutecznym asystentem.

Nie może jednak zastąpić myślenia, wiedzy i weryfikacji.

A jakie jest Wasze zdanie?

Czy akceptujecie wykorzystywanie AI przez profesorów, naukowców i ekspertów, jeśli każda informacja zostanie później dokładnie sprawdzona?

A może uważacie, że w opracowaniach naukowych i eksperckich korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji powinno być zawsze jasno oznaczone?

I najważniejsze:

Czy Waszym zdaniem bezmyślne korzystanie z AI na uniwersytetach jest szczególnie niebezpieczne właśnie dlatego, że dokument podpisany tytułem naukowym automatycznie wzbudza większe zaufanie?

Napiszcie w komentarzach. Ta dyskusja dopiero się zaczyna.

Tagged